2011

Tomasz Motloch - „Obrazy malarskie”

Tomasz Motloch zaprezentował mi swoje malarskie obrazy fotograficzne. Jego pasją było malarstwo a fotografia stała się narzędziem do osiągnięcia efektu malarskiego z poszanowaniem tak sztuki malarskiej jak i fotograficznej.

Z tego, co mogę przedstawić wynika jednoznacznie, że mu się to udało. Z jednej strony jest bardzo precyzyjna fotografia - a z drugiej barwne kolory obiektów fotografowanych. Spoiwem całości jest ciekawa i dobra konstruktywistyczna kompozycja tych dwóch elementów. Szczególnie dobitnie to się ujawnia w zestawach fotograficznych, które swoją jednością i klarownością zestawionych barw do nas przemawiają. Barwa jako taka nie dominuje nad rejestracją fotograficzną, widzimy wyraźnie to, co zostało zauważone i sfotografowane.

Autor nie stosuje żadnych sposobów odrealnienia rzeczywistości. Może tylko trochę podbija kolor dopasowując go do pozostałych elementów tak obrazu jak i całości zestawu. Ten zabieg formalny świadczy o zastanowieniu się nad istotą formy jak i treści. Widać prawie inżynierską dokładność nie pozbawioną polotu.
Właśnie ta jednoznaczność wyrażenia swoich malarskich korzeni jest siłą tej fotografii – malarstwa na błonie (matrycy) fotograficznej.
Fotografia i malarstwo zawsze były sobie bliskie. Wpływ tego, co już dawno odkryli malarze na obraz fotograficzny był i jest nadal duży. Szczególnie w erze cyfrowej fotografii barwnej.
Wszystkie reguły zależności i dopełniania się barw w połączeniu z właściwą kompozycją tworzą dzieła zauważalne.

Dwie ostatnie prace swoją skromnością barwy i dobrą kompozycją prostych elementów rzeczywistości pokazują nam w sposób poglądowy zasadę uzupełniania się koloru i kompozycji. Właśnie te zdjęcia i zdjęcia Wiesi Stawarz z kalendarza „Świat w oknie widziany pokazują nam jak dobrze i ciekawie można używać barwnej fotografii cyfrowej. Bo pełna automatyzacja aparatów fotograficznych czyni z nich bezmyślne automaty. A przecież nasza fotografia ma przekazywać nie tylko rejestrację tego co nas otacza, lecz nasze klimaty i nastroje podczas fotografowania.
Ale się rozpisałem a przecież Tomasz ma nam też do powiedzenia kilka zdań:

Kilka lat wstecz nie posiadałem jeszcze aparatu fotograficznego. Moja pasją było wówczas malarstwo. Moim światem rządziły tuby z farbami, pędzle, szpachle, blejtramy, albumy malarskie i literatura dotycząca tego fantastycznego zjawiska, jakim jest tworzenie obrazów. W jednym ze wspaniałych esejów Józefa Czapskiego, które składają się na wybitą książkę pt. „Patrząc” przeczytałem, iż wielu spośród impresjonistów posługiwało się nowością, jaką w ówczesnych czasach był aparat fotograficzny. Artyści często studiowali plenery malarskie z odbitek fotograficznych we wnętrzach swych pracowni. I ja postanowiłem też tak uczynić - z tą tylko różnicą iż odbitkę na papierze zastąpiłem monitorem komputera. Z biegiem czasu tych cyfrowych obrazów przybywało i nie powstawały na ich podstawie „oleje”. Moim blejtramem stał się wyświetlacz aparatu fotograficznego oraz monitor. Paradoksalnie role się odwróciły. Na podstawie reprodukcji obrazów szukałem tematów dla fotografii. Świat zewnętrzny stał się dla mnie galerią czynna 24 godziny na dobę. Chciałbym wyciąć te fragmenty budynków, fabryk i pól potężną piłą kątową i oprawić w ramy. Lecz technicznie (i nie tylko) jest to niewykonalne. Więc zostaną przynajmniej na moich fotografiach. Niech to będzie mój hołd dla świata, który nasz otacza.
Tomasz Motłoch - Będzin, 13.12.2010 r.

Luty 2011