2009

Moje graficzne fotografie!

Każda dziedzina sztuki stale poszukuje swojego wyrazu wypowiedzi.
Tak też jest z fotografią. Klasyczną czystą fotografię uprawiają prawie wszyscy, lecz niektórym ta forma rejestracji rzeczywistości nie wystarcza.

Mój „Gołąbek” to fotografia wielokrotnie przekopiowana z nałożonym ziarnem.
Śląski gołąbek to nasz symbol. W moich opowieściach o istocie śląskiego krajobrazu potrzebny był jakiś skrótowy sposób przekazu. Taki, którego nie miałem w wielotonowej przegadanej fotografii. „Gołąbek” to najważniejsze dla mnie zdjęcie. To moje logo pojawiające się na wszystkich moich prezentacjach!

Jednak wypada wskazać na początki tych moich zainteresowań grafizacjami. Każdy z nas spotyka w swoim życiu ludzi i znaczące nazwiska, które nadają naszym zainteresowaniom nowy kierunek, nam odpowiadający tak artystycznie jak i mentalnie. W latach 60-tych przeczytałem jeden z pierwszych nr. AMERYKI, pisma z innego wtedy świata. Przestrzenne wiszące rzeźby Caldera zrobiły na mnie takie wrażenie, że w moim małym pokoiku zawiesiłem pod sufitem własną rzeźbę wzorowaną na „Calderowskiej”.
Moje małe zdjęcia zawieszone na ruchowych i połączonych konstrukcjach nabrały nowej jakości. Stały się ruchomą Galerią widoczną pod różnym kontem i z różnych miejsc. Byłem wtedy bardzo dumny z tej mojej pierwszej prezentacji odbiegającej od klasycznego albumu.

Kolejną ważną i znaczącą postacią był dla mnie Seweryn Błochowicz, w którego fotografii odkryłem po raz pierwszy solaryzację i izohelię. Wrażenie było duże. Właśnie ta fotograficzna technika była tym, czego szukałem nie bardzo wiedząc o tym. A gdy jeszcze dał mi lekcje podstaw wykonania zdjęć w tych technikach byłem w siódmym niebie!

„Śląskie izohelie” to komentarz, w którym omówiłem sylwetkę jak i fotografię Seweryna, któremu wiele zawdzięczam w moim dochodzeniu do dobrej fotografii.
Techniki szlachetne wywodzące się z grafiki i malarstwa nie znajdowały i nadal nie znajdują akceptacji purystów czystej formy. Jednak osobista i wynikająca z przekonania siła przekazu takiej fotografii mnie urzekła i konsekwentnie ją robiłem. Tym samym stała się moim sposobem prezentowania naszego śląskiego krajobrazu. Jeżeli jeszcze połączyłem to z kolażami to było to właśnie, co chciałem osiągnąć. Była to też forma młodzieńczego buntu w stosunku do zastanego nurtu fotografii post-bułhakowskiej, malarskiej i delikatnej. Jednocześnie był to mój fotograficzny sposób włączenia się w początki pojawiających się ruchów ekologicznych. Solaryzowane fotogramy drzewa na tle hałdy i uschniętego drzewa w tym samym miejscu to mój „Protest Song”, który odwiedził wiele Międzynarodowych Salonów Fotografii Artystycznej.


Zastosowanie izohelii czy solaryzacji w portrecie czy kobiecym akcie oddawało to, co podkreślało istotę kształtu czy skrótowość portretu jako takiego. Doprowadzenie do czerni części pejzażu nad trzciną rosnącą na węglowym mulistym rozlewisku oraz jej z klonowanie pokazuje w sposób drapieżny walkę przyrody o swój byt.

Fotografia dymów czy kolejnego wodnego rozlewiska wykonana w izohelii pokazuje wizualnie jak wiele różnych zanieczyszczeń jest w naszym powietrzu i ziemi.


Dla podkreślenia odrębnego klimatu tamtej rzeczywistości lubiłem też barwić na czerwono fragmenty moich fotografii. A gdy jeszcze grzybek wilgoci z ściany przeniósł się na moje zdjęcie to tylko go delikatnie zmiotłem a efekt jego działalności zabezpieczyłem i byłem zadowolony z efektów naturalnego działania przyrody na sztukę. To wszystko już robiłem przed laty a teraz takie same efekty osiągają inni na innych materiałach też związanych z fotografią.
Techniki specjalne w innym opracowaniu odnoszą znowu swój kolejny renesans np. w odpowiednim zastosowaniu pikseli i ich widoków.
Tym samym każdy czas i każda technologia powoduje poszukiwania różnorodnych sposobów jej zastosowania. Nie tylko takich, jakie wymyślili jej twórcy. Na tym polega wielkość i różnorodność tak sztuki jak i naszej jej fascynacjami.

październik 2009 r